Sam się nagrodził
Zwieńczeniem pięcioletniej mordęgi studenta z wszystkimi kolokwiami, „laborkami”, zaliczeniami i egzaminami jest otrzymanie tytułu magistra. Od tego momentu człowiek może otwarcie mówić o tym, że ma jakiś stopień naukowy. Może też wreszcie trochę odetchnąć i samemu się nagrodzić za swoją pracę.

Oczywiście większość młodych ludzi jeszcze przed obroną swojej pracy magisterskiej zastanawia się nad swoją przyszłością zawodową. Każdy wie przecież, że w Polsce łatwiej jest w ostatnim czasie o narkotyki niż o pracę. Niemniej jednak rzadko kto chce wchodzić na rynek pracy niejako „z marszu”. Trzeba sobie zrobić przynajmniej tydzień lub dwa wolnego i trochę odreagować te wszystkie nerwy związane z napisaniem, a później obroną pracy magisterskiej. Poza tym należy się człowiekowi chyba jakaś nagroda, co nie? No więc czemu by zapisać się na jakieś wyjazdy narciarskie i przynajmniej przez kilka dni odpocząć od całej tej tematyki bezrobocia, przyszłości i szukania pracy? Po takim wypoczynku człowiek wróci na pewno podwójnie zmotywowany do tego, by znaleźć sobie jakieś zajęcie. Przecież pieniądze będą w przyszłości potrzebne. Choćby tylko po to, by znów móc kiedyś wybrać się na podobny wypad w góry.
Related posts:





